3 Obserwatorzy
21 Obserwuję
Specynka

Lektura Specjalna

[Dopiero ogarniam, nie wiem, czy tu zostanę. :(]

Teraz czytam

Madame
Antoni Libera
Przekroczyć próg nadziei
Jan Paweł II
Edgar
Adam Bełda
Mamałyga
Konrad Ciok
Spięcie
Michał Murowaniecki
W skarbnikowym królestwie. Baśnie i podania śląskie
Andrzej Żak, Janina Porazińska, Kornelia Dobkiewiczowa, Maria Kann, Stanisław Wasylewski, Gustaw Morcinek, Roman Zmorski, Jan Baranowicz, Maria Kędziorzyna, Józef Ondrusz, Henryk Kodź, Jan Kupiec
Poezje wybrane
Nâzım Hikmet

Po apokalipsie

Po apokalipsie - Maureen F. McHugh [...] Czego się spodziewać po apokalipsie? Wszystkiego i niczego. Życie po zagładzie ma to do siebie, że nie da się go apriorycznie zakładać, jako stanu możliwego do wystąpienia w życiorysie. A równocześnie można snuć wielorakie fantazje na jego temat. Przynajmniej w teorii. W teorii, gdyż w praktyce zbiór postapokaliptycznych wątków jest mocno ograniczony. I to niekoniecznie dlatego, że na globalne spustoszenie nadają się tylko wybrane wizje, zakotwiczone w rachunku prawdopodobieństwa mocniej niż inne. Powód jest bardziej prozaiczny: przy podobnej tematyce trudno nie dojść zwyczajnie do ściany. Kolejne pozycje z nurtu mogą bronić się już tylko dzięki wartościom czysto literackim, a nie fabularnym, lub też hybrydowością: łączeniem wątków i mariażem gatunkowym. Nie pisałabym tego truizmu, gdyby nie fakt, że bardzo czekałam na „Po apokalipsie” Maureen F. McHugh. Zaintrygowało mnie, że książeczka, która narobiła tyle szumu, reklamuje się oczywistością. Oczywistością, bo i tytuł ostentacyjnie najprostszy – skoro po apokalipsie, to „Po apokalipsie” – i równocześnie okładkowa zapowiedź żelaznego zestawu oklepanych do imentu motywów: zarazy, zombie, wybuchów jądrowych. Styczniowa nowość Repliki nie zapowiadała nic nowego ani tytułem, ani tematyką, a mimo to zaszumieć mogło w głowie od tych wszystkich zachwytów, które na nią spłynęły. Co takiego ma w sobie zbiorek McHugh, czego postapokalipsa już by nie miała? Najkrótsza, najszczersza i spontaniczna odpowiedź brzmiałaby: nic. Skoro jednak wartości podobnej prozy należałoby szukać nie w samej treści (takie zawężające spojrzenie krzywdziłoby tych autorów, którym akurat postapokalipsa się udała), należy po prostu zapytać: czy wyczekiwana przez wielu na polskim rynku, książka okazała się zwyczajnie dobra? Niestety nie. (...)„Po apokalipsie” nie jest książką złą, zwłaszcza w stosunku do ceny. Nie jest też książką miałką, jeśli chodzi o problematykę – refleksje i prognozy McHugh są bardzo aktualne. Tyle, że aktualne będą w każdej, przynajmniej zręcznie napisanej historii z gatunku. Koniec jaki jest – każdy widzi. Dlatego czytelnikom, o ile nie skuszą się na naprawdę dobrego Naturalistę plus opowieść tytułową – polecam zapoznać się z czymś, co jest więcej niż „przynajmniej zręczne”, a do literackich objawień podchodzić z dystansem. Ot, niejako profilaktycznie. Jeśli książka McHugh miałaby być szczepionką – to wówczas owszem, warto ją przeczytać. Całość recenzji na: http://trzynasty-schron.net/news/index.php?s=caf8eeebc860a308c0853439a1a8baaa&action=news&sub=vievkom&uniq=news_5324ae65ebab4