3 Obserwatorzy
21 Obserwuję
Specynka

Lektura Specjalna

[Dopiero ogarniam, nie wiem, czy tu zostanę. :(]

Teraz czytam

Madame
Antoni Libera
Przekroczyć próg nadziei
Jan Paweł II
Edgar
Adam Bełda
Mamałyga
Konrad Ciok
Spięcie
Michał Murowaniecki
W skarbnikowym królestwie. Baśnie i podania śląskie
Andrzej Żak, Janina Porazińska, Kornelia Dobkiewiczowa, Maria Kann, Stanisław Wasylewski, Gustaw Morcinek, Roman Zmorski, Jan Baranowicz, Maria Kędziorzyna, Józef Ondrusz, Henryk Kodź, Jan Kupiec
Poezje wybrane
Nâzım Hikmet

Czlowiek w futerale

Czlowiek w futerale - Antoni Czechow Kiedy byłam małym dzieckiem, przynosiłam do domu książki grube. Nie ładne (choć zwykle były i ładne, wybierało je przecież stworzenie niedorosłe, w wieku, w którym ubranie się od stóp do głów na różowo, z butami czerwonymi jeno i skarpetkami do nich, koniecznie z koroneczką przy falbance, uchodziło za szczyt dobrego dziewczęcego smaku), nie mądre (Bo "mądry" nie zawsze oznacza "fajny", a to fajność jest miernikiem podwórkowej radości), niezbyt wreszcie cenione, chyba, że przez podobnych mnie stetryczałych eskapistów, spóźnionych maniaków literatury dziecięcej. Po prostu grube. By czytać jak najdłużej i jak najlepiej zaświadczać o pojemności młodocianej głowy. Przed panią bibliotekarką chociażby. Dziś jestem tak zwaną osobą odpowiedzialną i siedzę z opowiadaniami Czechowa w ręku. Co jest tu znamienne? Po pierwsze: Czechow, który wielkim pisarzem był, ale się go nie czyta, a czasem wyrzuca z biblioteki (jak moje wydanie, cenna sierotka w pomiętej białej okładeczce Książki i Wiedzy), po drugie zaś - opowiadania. Człowiek dorosły wyrasta z czasem z dzielenia książek na grube i "chude". Oczywiście, nieskończony jest i będzie spór o to, czy większą maestrią cechuje się autor kilkutomowej sagi, czy może twórca miniaturek, wystarczających na podróż pociągiem. Jednak nader częste traktowanie opowiadań jako literatury drugiej kategorii zdarza się nawet tym, którzy z falbaniastych skarpetek i za krótkich porciąt wyrośli. Traktuje się opowiadanie jako etap przejściowy w karierze pisarza. "No dobrze, dobrze, a kiedy wydasz powieść?", pytają tego czy innego autora, sugerując mu, że jeszcze nie stał się pełnoprawnym twórcą, że już to diamencik, ale nieoszlifowany, że może czas nadszedł by jako d o j r z a ł y pisarz popełnił wreszcie coś większego? A tymczasem... A tymczasem Czechow Antoni twórcą wielkim krótkiej formy był. I to opowiadanie, obok dramatu, stało się dlań przepustką do sławy. Forma literacka, której nie robimy często miejsca na rozdelektowane, długie, leniwe czytanie w warunkach luksusowych – domowych pieleszy. Poniekąd dlatego, że nie taka rola opowiadaniu przypadła. O ile powieść cierpliwie prowadzi przez meandry akcji, o ile z nią właśnie sączymy ceremonialnie wino - o tyle forma krótka nie bawi się w takie podchody. Sama ładuje nas na głęboką wodę, bez przewodnika, a spiesząc się do sobie wiadomych spraw, stawia nam szybką wódkę w znajomym barze i znika. Krótki rozbłysk zapalonego papierosa, swąd dymu, chrząknięcie, nasza forma krótka łyka dym, wypuszcza parę szarawych jego kłębków i przepada na zewnątrz knajpki, tak samo szara w znoszonym prochowcu. Żegnamy ją, nie ruszając się z miejsca, myśląc potem: "Życzliwy facet, wódkę dał, szluga dał, ale kim, u diabła, był?" On czy ona? Warieńka, rozchichotana Ukrainka, co pod płaszczem chustę malowaną skryła? A może śmieszny cyrkowiec z ujadającą obok Kasztanką? Możemy nie wiedzieć, dokąd śpieszyli, nie pamiętać, o czym z nami prawili przy kontuarze. Ale pamiętamy śmiech Warieńki, śmiech, którym wzburzyła życie sennego miasteczka. I widzieliśmy, co też potrafi ruda psina. Rudo-kasztanowa... Czechow mistrzem krótkiej formy był. O sile jego opowiadań nie stanowi ani wymyślna fabuła, nie zawsze też bohaterowie są narysowani wyraźniej niż z pomocą kilku grubszych kresek. Ale ten szkicownik należy do artysty. Szczególnie tytułowy "człowiek w futerale" daje ciekawy obraz zachowań, zachowań indywidualnych i zbiorowych, sądów, postaw - poprzez nakreślenie - wąsko, a jak bogato! - sennego z zewnątrz, w głębi nawet i dramatycznego życia na prowincji, życia, które tak często ludzka małostkowość i tchórzostwo wciskają w pokrowiec. "Kasztanka" z kolei ma smak baśniowy i oniryczny - choć całość realistyczna, to bohaterowie i częściowe nadanie psu cech ludzkiego myślenia, powodują, że szukamy - może słusznie, może niesłusznie - drugiego dna, metaforyzacji losów pewnego typu ludzi, tych słabszych, zależnych, osieroconych - w "postaci" rudawej suczki. W "Babach" do głosu dochodzi gorzka ironia na temat ludzkiej "świątobliwości" i pytanie o losy kobiety, która nie od razu stała się wyemancypowaną zdobywczynią. Demaskację obłudy, kpinę z kulejącej "jedynie słusznej" moralności i tendencji do szukania drzazgi w oku bliźniego, znajdujemy w "Kapralu Priszybiejewie". Czechow przemawia do człowieka przez człowieka - o człowieku. I mówi tak pięknie, że "opowiadanie obyczajowe" przestaje być straszącą nas, podręcznikowo brzmiącą formułą. Edytowano: 20.08.2012